kapitan blog

Twój nowy blog
I'm running through the fields
Laughing dreaming
I'm driving through the mountains
Breathing a new life
I don't mind what people say
No, I won't look back for another day
Wanna shed my skin and walk away
I don't mind what people say
No, I won't look back for another day
Wanna shed my skin and walk away 
I'm floating through the river
Twisting and turning 
Moving through the silence
Searching for new life
I don't mind what people say
No, I won't look back for another day
Wanna shed my skin and walk away
I don't mind what people say
No, I won't look back for another day
Wanna shed my skin and walk away
Walk away, walk away…
Walk away, walk away…
Walk away, walk away…

Kochani, pisze w koncu, zeby dac znac, ze zyje.
Mysle, ze nadszedl czas aby reaktywowac mojego bloga.

Piaff Team

Do Bunii…

1 komentarz

Nikt mnie nie skrzywdzi, bo wciąż mam Ciebie
Tylko duchem, ale jaśniejsza jest noc
Smutek i żal będzie tylko wspomnieniem
A opieka Twoja zawsze wyczuwalna jest
Tyś mym aniołem stróżem, w sercu pozostałaś
Nie straszne już życie i ciężki los
Opieka od Boga i Ciebie została
Łatwiejsze życie i zdarzeń tok
Myślami zawsze będę przy Tobie
Na fotografię kieruję swój wzrok
Twój uśmiech na niej jest piękny i jasny
Niczym wschód słońca rozwiewający mrok
Kocham Cię bardzo i bądź zawsze ze mną
Chcę czuć obecność Twoją co dnia
Nie boję się już przeciwności losu
Bo wiem, że zawsze mnie chronić będziesz i patrzeć z nieba
Pomagaj mi proszę, pełna jestem wiary
Że kiedyś znowu spotkamy się!

Dla Babuni [*]

1 komentarz

MOJA UKOCHANA BABUNIA
MOJE SECE PĘKŁO
NIE POTRAFIĘ WYRAZIĆ ŻALU, KTÓRY MNIE ROZERWAŁ NA PÓŁ
TAK BARDZO ZA TOBĄ TĘSKNIĘ!
WYLEWAM MORZE ŁEZ BO WIEM, ŻE JUŻ CIĘ NIE PRZYTULĘ
NIE POWIEM CI W OCZY JAK BARDZO CIĘ KOCHAM
ILE ZAWDZIĘCZAM I JAK ŻAŁUJĘ, ŻE NIE BYŁO NAM DANE PRZEZ TYLE CZASU SIĘ ZOBACZYĆ
ŻAŁUJĘ… TYCH WSZYSTKICH NIEMIŁYCH SŁÓW, KTÓRE KIEDYKOLWIEK ODE MNIE USŁYSZAŁAŚ
TYCH WSZYSTKICH NIEDOBRYCH UCZYNKÓW
ZA KRÓTKICH CHWIL SPĘDZONYCH RAZEM
ZBYT MAŁO MIAŁYŚMY ZACZAROWANYCH MIEJSC…
ZBYT MAŁO WIERSZY I PIOSENEK
ZA TO DUŻO MIŁOŚCI NAWE NA ODLEGŁOŚĆ DAWAŁAŚ WSZYSTKIM
BYŁAŚ I JESTEŚ WZOREM
KOBIETĄ NIEUGIĘTĄ, WALCZĄCĄ CAŁE ŻYCIE
BÓG CIĘ WEZWAŁ DO SIEBIE
A NAM CIEBIE TAK STRASZNIE BRAK
DZIĘKUJĘ CI ZA KAŻDĄ MINUTĘ MOJEGO ŻYCIA I ZA MAMĘ…
ZA TO, ŻE BYŁAŚ…
ZAWSZE BĘDZIESZ W MOIM SERCU I PAMIĘCI!
CIERPIĘ!!!
ALE NIGDY CIĘ NIE ZAPOMNĘ!!!
KOCHAM CIĘ BABUNIU!!!
Z BOGIEM…

Wieczny odpoczynek racz JEJ dać Panie, A światłość wiekuista niechaj JEJ świeci. Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen.”

START
Uprzejmie informuję, że żyjemy STOP i mamy się dobrze.STOP
Najważniejsze info:STOP
Ja i Tomek bierzemy ślub STOP 22 wrzesnia br. STOP o godzinie 10:30, STOP Registry Office STOP Honiton.STOP
Już po przeprowadzce, STOP wszystko gra… STOP Ja mam nową pracę od 8 maja, STOP a Tomek zaczyna swoją 4 lipca…STOP
Wszelkie komentarze mile widziane i pożądane STOP
OVER…

Przed nami od jutra przeprowadzka. W zeszłym tygodniu podpisaliśmy kontrakt na wynajęcie nowego domu. teraz zatem od wtorku pakujemy nasze klamoty i do soboty mamy zamiar się przeprowadzić wraz ze zwierzakami.

Dzisiaj w nocy wyruszamy w drogę powrotną do UK. Załatwiamy na szybko zakupy, pakuję shitzaki i off we go! Kolejna relacja na gorąco już z Anglii.
Buziaki!

Jesteśmy z Tomkiem w Polsce. Koń musiał zostać w UK, ponieważ pojawił się problem z dużym Citroenem i nie mieliśmy samochodu, do którego możnaby podczepić przyczepkę. Munia z Petem go doglądają i Lulek ma wakacje na pastwisku. Kupiliśmy sobie nową brykę i właśnie nią przyjechaliśmy do Polski. Fajowo się jechało dopóki nie dotarliśmy do Świecka. Stan polskich dróg to jedno, ale brak autostrad robi swoje… Uwierzcie, że nie jest łatwo wyprzedzać samochodem z kierownicą po prawej stronie hihi :o) Najpierw we środę pojechaliśmy do Bydgoszczy odwiedzić Bunię i Dziadka oraz resztę kochanej rodzinki. Następnego dnia do Poznania do Agaty i Przemka, a w piątek trasa Poznań – Warszawa. Przejazd przez całą Wawę bez komentarza, bo tylko człowiek może się wpienić… Dotarliśmy parę minut po północy do Aromeru a tam suprise: wyglądało jak po powodzi, woda i super głębokie błoto wszędzie. Rozpakowaliśmy nasze rzeczy i od razu poszliśmy spać. Ostatni zjazd zleciał w tempie odrzutowca. W minioną sobotę i niedzielę mieliśmy egzaminy praktyczne. Sobota – jazda ujeżdżeniowa na koniach, prowadzenie jazdy ujeżdżeniowej (w języku polskim i wybranym języku obcym) oraz lonżowanie. Po losowaniu kolejności zdawania okazało się, że pierwszego konia jeżdżę o 7 rano! Potem prowadzenie jazdy o 10:30, 12 lonżowanie i 17:30 jazda na drugim koniu. Wsawaliśmy z Tomkiem tego dnia o 5:15 żeby zdążyć wyczyścić, osiodłać i rozprężyć konia. Byłam strasznie zestresowana, gdyż kolega przywiózł mi 2 konie, na których jeździłam w trakcie sesji i zdawałam egzamin, ale problem stanowiło to, że to 2 młodziaki były. Najpierw pojechałam na siwej i powiem szczerze, że nie byłam zbytnio zadowolona. Prowadzenie jazdy bardziej mnie zadowoliło, ale oczywiście po tych wyznaczonych 15 minutach i zejściu z placu egzaminacyjnego przypomniało mi się, że jeszcze mogłam dać kilka innych ćwiczeń wprowadzających, itp. Lonżowanie… Masakra totalna, pożyczyłam sobie innego konia od koleżanki i z tego pośpiechu i stresu nie zdążyła mi powiedzieć, że ten koń ma problemy z prawą stroną, tzn. nie chce chodzić na prawo. Extra… Wylosowałam zadanie przejścia kłus – galop – kłus w tym minimum raz zmiana kierunku przez zwrot na przodzie i raz zmiana kierunku w kole. Zaczęłam na lewo i koń od razu złapał kontakt na lonży, reagował na wszystkie pomoce (lonża, głos, bat) łącznie z półparadami. Pomyśłałam jest super. Zatrzymanie na kole też nam wyszło. Zmiana kierunku przez zwrot na przodzie też. Pokazuję mu, że teraz idzie na prawą stronę, wyprowadzam go, a on stwierdził, że zostaje ze mną. Lonżowałam zaraz przy stoliku sędziowskim i nic… Koń ma mnie gdzieś. Jakoś mi się wyrwało: „no to mam po lonżowaniu” i jeszcze wycedziłam zła przez zęby „no idź kurna” i… koń sobie poszedł wypuszczony na koło. Banan na buzi i potem już bez problemów. Druga jazda ujeżdżeniowa tym razem na gniadym… „Masakra” – pomyślałam. Koń broniący się przed ustawieniem na pomoce, głowa w chmury i heja do przodu. Daliśmy radę, nawet trybun na hali się przestał bać, chociaż w poprzednie dni nie było mowy, żeby został na pierwszym śladzie i do nich w ogóle podszedł. Stres mój i jego zrobił swoje i zmotywował nas w pełni. W niedzielę jazdy skokowe o 9:45 i 12:45, natomiast prowadzenie jazdy skokowej o 15:15. To już był większy luz, mimo tego, że gniady mi się wspiął na rozprężalni, a siwa pokazała swoje zmęczenie po tylu dniach. Daliśmy radę. O 16:15 zakończyli ostatni zdający i zebraliśmy się wszyscy czekając na wyniki z tych dwóch dni zmagań. Wreszcie nas poproszono do sali. Na 27 osób nie zaliczyło 8, zatem wynik nienajgorszy. Wyczytano moje nazwisko i okazało się, że wszystko zdałam! Teraz jeszcze czeka mnie egzamin teoretyczny, zatem do końca już coraz bliżej. Bardzo się cieszę i dzisiaj to obleję!
Po wynikach spakowaliśmy się i wyruszyliśmy do Poznania. Dotarliśmy przez 2 w nocy i oczywiście nie obeszło się bez kłopotów. Zaparkowaliśmy samochód, Tomek chciał wyciągnąć kluczyk ze stacyjki i klucz utknął. Po kilkunastu minutach walki nic… W końcu odłączyliśmy pilota od centralnego zamka, ale niestety samochód nie chciał się zamknąć przez ten cholerny kluczyk tkwiący w stacyjce. Stwierdziliśmy, że śpimy na parkingu. Po paru minutach wpadłam na pomysł, że obudzę ciotkę i u niej zostawimy samochód na posesji, prześpimy się a rano pojedziemy do serwisu. Zadzwoniłam do niej, obudziłam i dwa razy musiałam tłumaczyć o co chodzi, bo nie skumała… Powiedziała, że możemy przyjechać, więc ruszyliśmy do niej. Dotarliśmy, wjechaliśmy na posesję, Tomek wyłączył silnik i automatycznie pociągnął za kluczyk, który bez żadnego problemu wyskoczył ze stacyjki!!! Dostałam ataku śmiechu, Tomek zresztą też. Obudziliśmy ciocię, która na dodatek jest chora, zawróciliśmy jej głowę, więc ustaliliśmy, że nie przyznajemy się do rozwiązania problemu żeby jej nie wkurzyć. Koło trzeciej poszliśmy spać i z samego rana po śniadaniu i pogaduchach z ciocią przyjechaliśmy do Agaty.
Korzystam pisząc tą notkę z jej kompa, w końcu udało mi się napisać relację z wydarzeń na bieżąco. Kolejna notka już wkrótce!
Pozdrowionka i buziaki!

Długo, długo nic nie pisałam, bo notorycznie już czasu mi brak. Kolejny wyjazd do Polski zbliża się wielkimi krokami, a ja mam na głowie masę zmartwień. Przedwczoraj właściciel stajni, w której jesteśmy 11 miesięcy oznajmił wszystkim, że sprzedają całą posiadłość i do 18 marca wszyscy muszą się wyprowadzić. Jako, że wyjeżdżam z koniem do PL i akurat w okolicy daty wyprowadzki wracamy zrobił się problem dokąd wrócić…? Blisko mojego domu są „gówniane stajnie”*, zatem chwyciłam za telefon i zaczęłam dzwonić po znajomych. Kowal dał mi namiary na stajnię, którą prowadzi jego żona. Wczoraj wsadziłam 4 litery w samochód i pojechałam obejrzeć… Kamień spadł mi z serca – Szkot nie zostanie bezdomny, przeprowadzimy się właśnie tam. Dużym plusem jest to, że nie będę musiała tak daleko dojeżdżać, nowa stajnia znajduje się w połowie drogi do starej stajni. Firma Piaff Team w UK ruszyła… Na razie jest ciężko, bo początki są zawsze do bani. Obrociki jakieś tam są, aleeee… ważne żeby przez pierwsze parę miechów nie dokładać do interesu i wyjść chociaż na zero. W styczniu się nam udało!!! Zatem jest całkiem nieźle. Wczoraj Tomek obchodził 30 urodziny. Razem z Munią i Petem zrobiliśmy mu mini party niespodziankę. Transparent, tort, prezenty i zawycie Happy Birthday. Powiedział, że się cieszy, a to sprawiło mi wielką radość. Niestety party było bardzo krótkie, bo musiałam na 19.30 lecieć do pracy. Whatever…
Dzisiaj z kolei leciałam do stajni jak torpeda. Szkodnik na pastwisku został (często 24/7 urzęduje tam), a „gówniana pogoda”** się zrobiła. On ogolony, co prawda w dwóch derkach, ale jednak żal koniny, że tak na wygnaniu na pastwisku kibluje. Przyjechałam i omal nie utonęłam maszerując po niego po błocie. Biedak cały się trząsł, śpiewał jak najęty jak mnie zobaczył. Osuszyłam go, zmieniłam derkę na stajenną. W życiu go tak szczęśliwego w boksie nie widziałam jak się dorwał do sianka i lunchu, który mu przyniosłam. Wstrętnie jest dzisiaj po prostu, aż się nie chce z domu nosa wytknąć. No cóż, ja jednak muszę… Zaraz lecę na late shift, zatem kończę noteczkę i serdecznie wszystkich pozdrawiam!

Przypisy
*”gówniana stajnia” – stajnia taka posiada wszystko oprócz placu do jazdy, pensjonariuszami najczęściej są zawodnicy weekendowi np: od poniedziałku do piątku jeżdżą tylko i wyłącznie w tereny (bo nie mają placu do treningu, a żydzą kasy na wynajęcie od kogoś a w weekend startują w zawodach uprawiając przy tym stylową dżigitówkę, itp.
**„gówniana pogoda” – leje jak z cebra, wieje i piździ.


  • RSS